sobota, 26 września 2015

DermoFuture lustrzany blask wypełniacz ust by Bella

 Hej :) Zastanawiałam się dziś którego produktu Wam napisać recenzję i przejrzałam mojego bloga, by zobaczyć co ostatnio Wam pokazywałam. Doszłam do wniosku, że ostatnimi czasy zobaczyć u mnie można było same doskonałe produkty i wyglądało to tak jakby wcale nie miała w swojej kolekcji słabych kosmetyków, czas to naprawić! 
Przedstawiam Wam bubla wszech czasów:


DermoFuture - jak to obiecująco brzmi nieprawdaż? Nie wiem jak Wam ale ja słysząc Dermo myślę od razu o kosmetykach z wyższej półki, tych które mogą naprawdę coś zdziałać, są poniekąd wyrobem medycznym (dermatologicznym), który dostaniemy w aptece, a do tego przyszłość? No odlot!

Dzisiejszy bohater jest wypełniaczem do ust lustrzany blask! Ba nawet ma na opakowaniu napisane, że ma potwierdzone klinicznie, że to wypełniacz. Producent zapewnia nas, że pierwsze efekty są widoczne już po 5 minutach od aplikacji! Zaś po 28 dniach codziennego stosowania usta stają się wypełnione, powiększone,a zmarszczki powiększone. Tak sobie myślę i myślę, że będę niczym jak usta murzyńskiego trębacza!

No, ale dość tych obietnic przejdźmy do faktów! Jak zawsze zacznijmy od opakowania. Co na nim widzimy? Strzykawkę! Nie jestem jedną z tych osób, które się ich boją, bo nawet sama sobie chciałam wenflon założyć, jak po raz setny raz kuła mnie roztrzepana pielęgniarka... tak naprawdę :)  Odkąd pamiętam liczę ile ich już miałam i powoli dobijam do 60 :) Realy ! Ale odbiegam od tematu, zastrzyk na wypełniaczu, który jest kosmetykiem - mało zachęcające, przynajmniej dla mnie. Opakowanie to mała, zgrabna i poręczna tubka. Aplikator mało higieniczny, ale nie będę się tak czepiać :) Szata graficzna, naprawdę mi przypomina jakiś wyrób medyczny, nie wiem czy to dlatego, że tak mi się skojarzyła nazwa i to wyłącznie moja podświadomość? Dajcie znać co wy o tym myślicie! W tubce mieści się 12 ml gęstego, przezroczystego, nieprzyjemnie pachnącego żelu,który nałożony na usta bardzo się świeci. Wydaję mi się, że to jest ten obiecywany przez producenta "lustrzany blask" - efekt zwykłego bezbarwnego błyszczyku. I tak czekałam na ten efekt powiększenie i czekałam... no i się nie doczekałam. Trochę zapiekło, więc już myślałam " o dzieję się " - no i lipa. Zaraz przestało... Słuchajcie nic, absolutnie nic. Producent każe nakładać kosmetyk kilka razy dziennie przez 28 dni - jest tylko jeden problem - po dwóch tygodniach się skończył ;/ Tak, tak dobrze słyszycie po dwóch tygodniach i tak się zastanawiam, czy to ja mam jakieś dziwne usta? Czy nakładałam za dużo i za często, ale nie sądzę, bo ten kosmetyk tak potwornie się kleił do włosów i wszystkiego innego, a poza tym to jakie miałam okropne uczucie na ustach, gdy go nosiłam sprawiało, że nakładałam go naprawdę odrobinę. No, ale nawet po tych dwóch tygodniach powiększenia nie było wcale - mam większe usta po wypłukaniu buzi płynem Listerine  - autentycznie. Naturalnie mam duże i pełne usta, więc może to dlatego?Nie mam suchych ust, więc wam nie powiem czy je nawilżał, wydaje mi się że odrobinę na pewno, jednak to jaki był gęsty i nieprzyjemny do noszenia, absolutnie go dyskryminuje jako pomadka nawilżającą, bądź ochronną. Jedyny mały plus tego produktu to fakt, że nie zjadał się szybko. 
Jego cena to 20 zł za owe 12 ml

Moja ocena: 1,5/5 ? W sumie nawet się zastanawiam za co te 1,5 ?  

Miałyście? Myślicie, że można faktycznie powiększyć usta bez zastrzyków?
Bella

wtorek, 22 września 2015

Lista Życzeń Wrzesień/ Październik by Bella

Jak widzicie po tytule powracam do Was z postami o moich zachciankach :) Ostatnimi czasy tak owe się ni pojawiały, bo jak wicie odkładałam na aparat, teraz gdy już go sobie sprawiłam wracam do świata zakupoholiczek :) 

1. Ostatnio sporo się naczytałam o pudrach ryżowych, więc jak nie trudno się domyślić mam ochotę jakiś przetestować :) Najbardziej ciekawi mnie ten z ecocery 
2. Marzy mi się powiększenie mojej kolekcji pędzli o jakiegoś puchacza do korektora (zdjęcie przedstawia jedynie typ pędzla o jaki mi chodzi, nie zwracajcie uwagi na firmę) oraz zwykły płaski pędzelek do nakładania cieni (mam ich tylko kilka, a nie mam czasu codziennie ich prać, więc im jest ich więcej tym lepiej :)
3. Po ostatnich miłych doświadczeniach z masełkiem do ciała mam ochotę przetestować kilka nowych :) Myślę o TBS, ale cena mnie nieco przeraża, zapachem bardzo odpowiadają mi zaś masełka z Tutti Frutti
4. Muszę powiększyć swoją kolekcję lakierów o jakiś ładny lekko różowawy kolorek oraz marzy mi się taki kolor pomiędzy brązem, a szarością - coś jak mój ukochany i niestety kończący się już Astor -You are grey-t. 
5. Musze sobie kupić jakąś dużą, porządną, sztywną torbę do szkoły. Nie wstawię zdjęcia, bo jeszcze nie wiem czego szukam :) 
6.Już od naprawdę długiego czasu rozważam zakup jakiegoś kosmetyku z Clinique. Najbardziej interesuje mnie tonik złuszczający :) 
7. After - Anna Todd - wyszła już 4 część a ja skończyłam na 2, więc planuję się w sobie zebrać i jednak kupić pozostałe części :) 

To już cała moja lista zakupowa na najbliższe tygodnie :) Jest szansa, że coś mi się w między czasie "odwidzi", ale nie oszukujmy się raczej się to nie wydarzy :) Zawsze jest dobra okazja do zrobienia zakupów :) Miałyście coś z mojej listy zakupowej? A może macie jakieś konkretne produkty do polecenia? 
Bella

piątek, 18 września 2015

Ulubieńcy Lata by Bella

Lato już za nami, więc ja przychodzę do Was z Ulubieńcami Lata :) 
Uznałam, że nie będę robić ulubieńców sierpnia, bo produkty w dużej mirze powtarzałyby się z ulubieńcami lipca, a tak podsumuję calutkie lato :)


Zacznijmy może od Płynu micelarnego 3 w 1 do skóry wrażliwej, czyli takiej jak moja firmy Garnier. Ja w tym produkcie jestem absolutnie zakochana. Pierwszy raz zrozumiałam, co miały na myśli blogerki, które mówiły "przykładam płatek kosmetyczny do oka i wszystko odchodzi, bez żadnego tarcia."Nigdy wcześniej nie miałam zaszczytu tego doznać, a teraz? Wszystko schodzi w  mgnieniu oka. Płyn nie wysuszył mi okolicy w okół oczu oraz nie podrażniał. - recenzja tutaj

Isana - Body Creme z masłem shea i kakaem - pachnie nieziemsko. Świetnie się sprawdza zarówno do kremowania włosów jaki i balsamowania ciała :) Ma konsystencję budyniu, szybciutko się wchłania - miód cud i orzeszki - recenzja tu

Sun Ozon  fluid matujący z SPF 50 - absolutny hicior lata! Wydajny, tani, nie bieli i przede wszystkim działa - nie opaliłam sobie twarzy nawet minimalnie! Zależało mi na tym, bo moja twarz jest zawsze ciemniejsza od reszty ciała i nawet nie umalowana wyglądam jakbym miała za ciemny podkład. Powoli ten problem znika między innymi dzięki temu produktowi - stosowałam go codziennie, absolutnie mnie nie zapychał. Pozostawia lekkie uczucie lepkości jeśli nie nakładamy nic poza nim, np. podkładu. Jeśli chodzi o makijaż to idealnie sprawdza się pod niego, nie waży podkładu. Po prostu ekstra, jedyne co zauważyłam nie fajnego, to niestety gdy dostanie się do oczu powoduje łzawienie, ale to naprawdę sporadycznie mi się zdarzało wsadzić go przypadkiem do oka :) 

La Roche-Posay - Efeclar Duo + -  Jakiś czas temu dostałam okropnego trądziku. Na szczęście nie na twarzy, ale  na plecach. Poczynając od dekoltu przez plecy mniej więcej do wysokości nerek ogromny wysyp wszystkiego. Zaskórniki, ropne stany zapalne, podskórne bolące gule - wszystko. Próbowałam poradzić sobie mydłem antybakteryjnym i tonikiem aloesowym, jak się domyślacie rezultaty były znikome, więc zakupiłam ten kosmetyk. Teraz żeby Was nie okłamać, po 1,5 tygodniu stosowania? Na plecach pozostały pojedyncze zaskórniki! Jak ręką odjął. Z dnia na dzień widziałam poprawę. Przez te 1,5 tygodnia kremu używałam codziennie wieczorem. Aktualnie używam go również na noc, ale co 3-4 dni, boję się nieco, że gdy go odstawię zupełnie to trądzik wróci, więc powoli odzwyczajam skórę od tego produktu. Teraz rozumiem dlaczego wszyscy go tak zachwalają :)
Recenzja tu

Gumki invisibobble - mam ich sześć. 3 czarne i 3 różowe. Kocham je. Jedyne gumki, które trzymają cały dzień moje włosy. Nie wiem, czy na zdjęciach to widzicie, ale włosów mam naprawdę od cholery, a do tego są bardzo grube. Noszenie wysokiego kucyka czy koka zawsze kończy się okropnym, bólem skalpu, wieczorem przy zdejmowaniu gumki i czesaniu włosów. Nie widział ktoś kiedyś osoby płaczącej " bo bolą ją włosy?" zapraszam do mnie :) Przy tych gumkach problem znikł, bo przez to że są gumowe, nie muszę włosów wiązać mocno, bo one je po prostu trzymają. Normalnie koka robiłam przy użyciu - 3-4 gumek i i tak się rozpadał  ( ciężkie są skubane), tu wystarczy jedna gumka zawiązana na raz i koczek się trzyma cały boży dzień ! Nie wyrywa włosków, wszystko jest cacy :) Jeśli się rozciągnie taka gumeczka wystarczy wrzucić ją na chwilę do wrzątku i wraca do poprzednich rozmiarów, jednak nie zawsze- ja katuję od 2 miesięcy jedną gumkę i ona nawet po takiej gorącej kąpieli nie jest aż tak mała jak na początku. Myślę, że poużywam jej jeszcze jakiś miesiąc i po prostu ją wyrzucę, a sięgnę po kolejną !

Jeśli chodzi o makijaż to na mojej twarzy gościł często ten duet. Bronzer firmy Miss Sporty z serii The Hawaiian Collection o numerze 010 ( tak pokruszył mi się i to nie pierwszy raz) oraz róż z my Secret w kolorku 102. Jak widzicie na zdjęciach kolory mają typowo letnie. Bronzer jest typowym bronzerem opalającym. Nie nadaję się absolutnie do konturowania twarzy, bo ma ciepłe, a niekiedy wręcz pomarańczowe tony :) Świetnie się będzie sprawdzał u osób z jasną karnacją, które chcą się " delikatnie musnąć słońcem", efekt jest taki jakbyśmy troszkę posiedziały na słonecznej plaży, ale bardzo subtelny, w każdym bądź razie nie jakbyśmy się zatrzasnęły w solarium :)
Róż jak widzicie ma śliczny pomarańczowy kolorek, który opalizuje na różowo, taki różowy pomarańcz. Kolor świetny na lato. Ja jak wiecie praktycznie dzień w dzień używam różu firmy Mac w kolorze Well Dressed, jednak w to lato sięgałam częściej właśnie po ten produkt. Obydwa są subtelne i dziewczęce, jednak bardziej pasował mi ten kolor. Po za tym świetnie się komponował z wymienionym wcześniej bronzerem! Z trwałością obydwu produktów jest całkiem dobrze, zwykły nie upalny dzień trzymały się cały dzień ( uwaga, ja je budowałam i utwardzałam by trzymały się dłużej, czyli np. nakładałam te produkty, pudrowałam twarz i ponownie nakładałam te produkty) i w takim przypadku trzymały się naprawdę caluteńki dzień, aż do zmycia. W te największe upały się nie sprawdziły, ale szczerze powiedziawszy nawet tego nie oczekiwałam po tak tanich  produktach. Obydwa mają pudrową konsystencję, która lubi się osypywać z pędzla - taki puszek. Z ich pigmentacją nie jest najlepiej - ale w tym przypadku może to i lepiej :) bo na pewno nie przesadzimy z produktem, można ten kolor za to bardzo ładnie zbudować dokładając kolejne  warstwy :)

To już wszyscy moi ulubieńcy lata! Znacie ich? Co skradło wasze serca w okresie letnim ?
Bella

poniedziałek, 14 września 2015

Efeclar duo + by Bella

La Roche- Posay to firma ciesząca się naprawdę świetną opinią, a o produkcie Efeclar Duo + słyszała każda osoba, która w blogosferze jest nieco dłużej, dziś zapraszam Was właśnie na recenzję tego kultowego produktu.

Na samym początku przybliżę, Wam  nieco samą firmę. La Roche-Posay to francuska marka, która jest na rynku dobre 30 lat. Specjalizują się w kosmetykach do skóry problematycznej i wrażliwej. Kosmetyki tej firmy nie są wcale tak łatwo dostępne - u mnie w mieście 80 tyś mieszkańców, są w tylko jednej aptece i to nie wszystkie kosmetyki! Produkty te nie należą do najtańszych - wielu dermatologów, pracuje z ową marką. 

Efeclar duo + został stworzony z myślą o pielęgnacji skóry trądzikowej oraz zwalczeniu przebarwień potrądzikowych. Jego skład:
AQUA / WATER
GLYCERIN
DIMETHICONE
ISOCETYL STEARATE
NIACINAMIDE
ISOPROPYL LAUROYL SARCOSINATE
SILICA
AMMONIUM POLYACRYLDIMETHYLTAURAMIDE / AMMONIUM POLYACRYLOYLDIMETHYL TAURATE
METHYL METHACRYLATE CROSSPOLYMER
POTASSIUM CETYL PHOSPHATE
ZINC PCA
GLYCERYL STEARATE SE
ISOHEXADECANE


 Opakowanie to mała i poręczna tuba z bardzo higienicznym i precyzyjnym aplikatorem. Mieści w sobie aż 40 ml kremu - nie wygląda na tak pojemną ;) Sam krem należy zużyć w dwanaście miesięcy od momentu otworzenia. Konsystencja jest dość treściwa, jednak delikatnie lejąca się, nie ma najmniejszego problemu z nałożeniem tego produktu. Jego kolor określiłabym jako mleczny, zapachu nie wyczuwam. Momentalnie się wchłania do matu, nie pozostawiając żadnej tłustej warstwy, zupełnie tak jakby go nie było. Ja stosowałam go na skórę dekoltu i plecy, raz z ciekawości nałożyłam na twarz, by sprawdzić jak zachowa się pod podkładem. Test zdał na piątkę, nie zważył podkładu, nic się dziwnego nie wydarzyło. Makijaż trzymał się tak jak zazwyczaj. 

Odkąd zaczęłam przyjmować hormony dostałam okropnego trądziku. Na szczęście nie na twarzy, ale na plecach i dekolcie. Naprawdę takiego wysypu nie miałam nigdy, zaskórniki, ropne stany zapalne, bolące podskórne gule... wszystko na raz. Próbowałam sama to sobie zaleczyć moimi kosmetykami, jednak ja nigdy nie miałam problemu z trądzikiem, więc kosmetyków typowo nastawionych na walkę z nim w mojej łazience nie było. Z dnia na dzień tego cholerstwa przybywało, aż w końcu powiedziałam dość i  pomyślałam nad wizytą u dermatologa. Jednak póki co nie trafiłam jeszcze  na dobrego dermatologa, więc wizyty się obawiałam. Zaczęłam przeszukiwać internet i natknęłam się na wpis pewnej dziewczyny, której dermatolog poleciał właśnie ten kosmetyk, więc pomyślałam a co mi tam , spróbuję ! Następnego dnia był już mój, sprawa była na tyle poważna, że mamusia zaoferowała się że ona mi go kupi. To się raczej nie zdarza, bo moja mama nie uznaje takiej ilości kosmetyków jaką ja mam w łazience, skoro sama postanowiła mi kupić krem to naprawdę widziała problem :) Dla mnie to dobrze, bo jak wcześniej pisałam te kosmetyki do tanich nie należą. Stosowałam go codziennie wieczorem przez mniej więcej 2 tygodnie. Z dnia na dzień krost było coraz mniej. Stany zapalne złagodzone,a przebarwienia, które zdążyły się zrobić coraz jaśniejsze! Po 1,5 tygodniu na plecach zostało mi kilka zaskórników, których do tej pory nie udało mi się pozbyć, ale nie przeszkadzają mi one na ten monument zupełnie!  Po tych dwóch tygodniach zaczęłam używać kremu raz na 3- 4 dni, by skóra powoli się od niego odzwyczaiła. Nadal się nieco boję nawrotu, wiec wolę dmuchać na zimne i mimo, że problem znikł, nie odstawiłam tego kosmetyku od tak. Przebarwień nie udało mi się pozbyć  w stu procentach, ale też nie używam go teraz na tyle często by miał prawo na nie wpłynąć, a w te dwa tygodnie które go stosowałam codziennie rozjaśnił moje przebarwienia, udało mu się nawet faktycznie kilka usunąć, ale tych "lekkich" i małych. 
Kremik jest bardzo wydajny - mam jeszcze pół opakowania, może troszkę mniej. Ale pamiętajcie że używałam go na całe plecy aż do nerek, dekolt i ramiona, więc w bardzo duży obszar. Wydaje mi się, że gdybym stosowała go na twarz, to starczył by na jakieś 4 miesięce codziennego stosowania, bo potrzebna jest naprawdę odrobina tego specyfiku.
Ja go kupiłam w zestawie z żelem do mycia twarzy z tej samej serii - producent zaleca stosowanie tych dwóch produktów w tym samym czasie, by kosmetyk działał tak, jak powinien - jak widać działa również solo. Cena takiego zestawu to 73,99 zł
Moja ocena: 5/5 
Znacie ten produkt? A może polecacie jakiś produkt tej firmy, bo chętnie kupię coś tym razem do twarzy - nie mam problemów z trądzikiem, za to mile widziane nawilżenie, bez zapychania :) Jeśli znacie, to koniecznie dajcie znać!
Bella

piątek, 11 września 2015

Garnier - płyn micelarny 3 w 1 dla skóry wrażliwej by Bella

Hej dziś przychodzę do Was z recenzją wszystkim już dobrze znanego płynu micelarnego od Garnier


Garnier - płyn micelarny 3 w 1 dla skóry wrażliwej ma 3 zadania. Po pierwsze ma usuwać makijaż, po drugie oczyszczać, a po trzecie koić. 
Skład 

( butelkę ubrudziłam farbą do włosów i nie chce zejść :))

Zacznę może od opakowania. 400 ml plastikowa, przezroczysta butelka z zamykaniem na klik - nota bene świetnie wyprofilowanym, nie ma mowy o złamaniu paznokcia. Szata graficzna bardzo przyjemna dla oka. Utrzymana w różowych kolorach, prosta i przejrzysta Sam płyn jest przezroczysty. Rzadki, nie tłusty, całkowicie bezzapachowy. Nie pozostawia tłustej warstwy na skórze. Jest całkowicie nie wyczuwalny po wchłonięciu w skórę. 

Jeśli chodzi o obietnice producenta to muszę się z nimi zgodzić w stu procentach. Makijaż schodzi w mgnieniu oka, bez żadnego pocierania. Zarówno tusz jak i makijaż twarzy. Uwielbiam sobie nim również przemywać twarz rano pomiędzy myciem twarzy żelem,a nałożeniem kremu. Czy koi? Nie wiem, bo nie mam podrażnionej skóry, ale działa w tę drugą stronę - nie podrażnia :) Jest naprawdę wydajny - używam go razem z mamą dzień w dzień od miesiąca, a zużycie jest takie jak widać na zdjęciu. Wiele osób porównywało go do rozsławionej Biodermy - nie wiem, bo nie miałam jej, ale jeśli działa tak jak ten produkt, to zamierzam ją kupić by móc je porównać -raczej pewniak, skoro ten produkt pokochałam :)
Dostać go możemy praktycznie w każdej drogerii za mniej więcej 15-20 zł w zależności od drogerii i aktualnych promocji :)
Moja ocena: 5/5 - lepszego do tej pory nie miałam.

Znacie? Lubicie?
Bella

wtorek, 8 września 2015

Isana- krem do ciała z masłem shea i kakaem by Bella

Okres letni to czas w którym nie lobię się z żadnymi olejkami czy balsamami, ponieważ długo się wchłaniają, a ja mam uczucie lepkiej skóry w ciepłe dni. Jak nie trudno się domyśleć, skóra źle znosi moją fanaberię i momentalnie staje się przesuszona. Wreszcie znalazłam kosmetyk, który jestem wstanie używać i nie narzekać! A mowa o 

Isana- krem do ciała z masłem shea i kakaem. Zapewnia dogłębną pielęgnację skóry suchej. 
Opakowanie to pokaźny słoik, mieszczący w sobie 500 ml kremu, który należy zużyć w 12 miesięcy. 
Skład:


Uwierzycie, że mam ten produkt od jakiś dwóch lat ( oczywiście jest to któreś z rzędu opakowanie :)) i do tego lata nigdy nie nałożyłam go na ciało? Zawsze nakładałam go na włosy - post o kremowaniu włosów tutaj
Jakiś czas temu moje nogi były tak suche, że aż białe. Otworzyłam więc moją szafkę, a tam tylko oleje, których używam do włosów. Oliwka Hipp, której niedługo znów zacznę używać ( zbliża się jesień ). Obok tych wszystkich specyfików do pielęgnacji włosów stał ten kremik. Chcąc nie chcąc musiałam go użyć, bo miałam wrażenie że skóra na tych nieszczęsnych nogach zacznie pękać. Nałożyłam odrobinę na nóżki i szok. Wchłonął się w mgnieniu oka i niesamowicie nawilżył. Pomyślałam, więc że to tylko i wyłącznie dlatego, że nogi były ekstremalnie wysuszone i zareagowały by tak na każdy kosmetyk. Jednak nie byłabym sobą, gdybym tego nie sprawdziła i wieczorem po myciu nałożyłam krem na całe ciało. Fakt wchłaniał się nieco dłużej - zdążyłam umyć zęby i po kremie śladu nie było, skóra za to była nieziemsko miękka i wyczuwalnie nawilżona, ale nie lepka. W nocy nie kleiłam się do piżamki, więc już wiedziałam ze będzie dobrze. Rano przejechałam dłonią po skórze, nawilżenie nadal było wyczuwalne, jednak nie było żadnego nieprzyjemnego filmu - a to znaczyło jedno że wchłoną się w stu procentach ! Produkt od tamtego czasu stosuję dzień w dzień po wieczornym prysznicu, czasem również rano. 
Zauważyłam diametralną różnicę w wyglądzie i nawilżeniu skóry- wyglądała tak jak w jesień, zimę i wiosnę, czyli po prostu dobrze. Jest miękka, dobrze nawilżona i sprężysta. Muszę też dodać, że ogółem moja skóra nie jest bardzo wymagająca i do tego by dobrze wyglądała wystarczą "byle jakie" nawilżające produkty, rzadko który zdaje u mnie test, bo dostaję wręcz nerwicy, gdy coś się nie wchłania, bądź pozostawia tłusty film. Krem nieziemsko pachnie - bardzo słodko, ma konsystencję budyniu. Jest też bardzo wydajny! Nawet jeśli go nie polubicie,  możecie go zużyć do włosów! Cena też nie jest wygórowana - cena regularna w Rossmannie to 9,99 zł
Moja ocena: 5/5 - jeśli dostajecie epilepsji na samą myśl o długim wchłanianiu się balsamu to to jest coś dla was! 

Znacie? lubicie? Stosowałyście może tę drugą wersję na ciało ? 
Bella

piątek, 4 września 2015

Miss sporty Studio Lash 3D Volumythic mascara by Bella

Dziś recenzja maskary od miss sporty . 
Tusz do rzęs o nazwie Studio Lash 3D Volumythic zakupiłam przy okazji Rossmanowskiej promocji minus 49% 
W opakowaniu zamknięte jest 8 ml produktu. Teoretycznie data jego ważności  od momentu otwarcia to rok, jednak ja używam go od jakiś dwóch miesięcy i wytrzyma maks jeszcze miesiąc, no może półtora. 
Fenomen maskary moim zdaniem leży po stronie świetnej sylikonowej szczoteczki. Teoretycznie jest duża, jednak jest świetnie wyprofilowana przez co cudownie podkręca rzęsy. Idealnie je rozdziela i wydłuża  nie sklejając ich przy tym. Nie da się nią namalować naturalnego efektu, to na pewno. Jednak nie jest on też jakoś mocno "sztuczny". Po prostu widać, że mamy pomalowane rzęsiska :) 

( zdjęcia nie do końca oddają efekt. Na żywo są bardzo intensywnie czarne i tak sztucznie rozdzielone i podkręcone do góry) 
Co do minusów tej maskary, to na pewno fakt, że nie jest wodoodporna. I nie mówię teraz o tuszu, którego niczym nie da się zmyć, a po prostu o czymś czego lekka mżawka nie zmyje. Ten tusz niestety lubi się rozmazać gdy jest gorąco, bądź gdy tak jak wyżej napisałam pada lekki deszczyk. Sam z siebie się nie osypuje, nie skleja, rzęs po pewnym czasie. Jest taki jak go nałożymy. 
Według mnie jeden z fajniejszych drogeryjnych tuszy do rzęs. Na pewno do niego wrócę :)
Jego cena to około 14 zł 
Moja ocena: 4,5 /5 
A wy co o nim sądzicie? Podoba Wam się taki efekt ?

Bella